Rozdział 5

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: kobieta, pizzeria, smutek, zgłoszenie, żal
17. maja 2009 19:04:00

sniegNic nie mogło być gorszego od tego dnia.Obudziła się, poszła do sklepu i była w siósmym niebie, ale zachwilę wszystko zaczęło się walić.Teraz kiedy wszyscy są szcześcliwi, kiedy zbliża się Sylwester i Nowy Rok, kiedy ludzie się radują i są to ich najszczęśliwsze dni, kiedy palą się kolorowe lampki, które pięknie odbijają się w śniegu ona idzie przez śnieg, bez czapki tylko w futrze z ponurą miną.Nie mogło być gorszego dnia.Dnia, w którym wreszcie będziesz wolny, a potem jakby znowu zostajesz zmuszony do pracy w domu, nikt cię już nie kocha i tylko wydaje rozkazy i cię nienawidzi.Taki to był dzień dla Anastazji.Tego wieczoru kiedy śnieg już przestał padać, a ona zostawiała ślad po swych butach na żywym, białym dywanie, szła tam właśnie dlatego.Szłaby tam i tak w tym dniu jednak coś by się wtedy różniło.Siostra nadal by ją kochała i nie była po stronie wrednej Belli.Macocha, nie wiadomo, bez przerwy jest na nią zła.Ale w każdym razie byłaby szczęśliwa.Szła by tam z zapiętym i dobrze nałożonym futrem, miała by na głowie czapkę i rzaden z przechodniów nie zwracał by jej uwagi, żeby się zapięła.Oczywiście i tak by mile odpowiadała na:"Dobry wieczór".Ale czasami wszystko może się zmienić.Płaszcz był, gdyż wszystko było takie jakie teraz opisuję, rozpięty i niedbale założony, włosy plątały się od wiatru, a każdy znajomu z miasteczka mówił:

-Zapnij się i załóż czapkę.Przeziębisz się jeszcze.-Ona i tak nie zwracała na to uwagi.Nic nie odpowiadała.O tym jak się czuje informował innych jej wyraz twarzy.Każdy od razu przestawał udzielać rad i smutno odchodził.Ale zaraz znów od razu zapominał o niej i rozmawiał z przyjaciółmi.Gdy by szła szczęśliwa, albo, jak jest teraz, szła smutna, ważne jest dokąd szła.Zmierzała do pizzerii "Dominium", aby oddać zgłoszenie.Jej niby "matka" kazała to zmazać.Oczywiście była nie zadowolona, kiedy zobaczyła, że Anastazja uzupełnła to ołówkiem.Inaczej wszystko poszło by po jej myśli i Anastazja poszła by i po drugie zgłoszenie, wróciła do domu, uzupełniła je i szła znowu, ale do pizzerii.I zgłoszenie uzupełniła Tatiana zgodnie z wolą macochy, a troche Tani, która teraz obraziła się na Anastazję.Anastazja teraz idąc przez śnieg, wieczorem, myślała, że straciła już siostrę na zawsze.Ale smutne rozmyślania skończyły się.Przed nią stała już mała, ale elegancka pizzeria "Dominium", która zapraszała swymi migoczącymi, czerwonymi literami.Drzwi miała także obramowane drewnem, a w środku wstawiona szyba jak w sklepie.Anastazja nawet nie zastanawiając się pewnie otworzyła drzwi.Przecież jej życie straciło już swój sens.

-Dzień dobry-przywitała ją ciepło jedna z kelnerek w krótkim, czerwonym fartuszku.Wnętrze było bardzo przytulne i przyjemne.Osób było nie zadużo i nie za mało.Stoliki także były drewniane, a wszędzie unosił się ciepły zapach pizzy.Anastazja na nowo się uśmiechnęła.-Mam tu zgłoszenie-podała je kelnerce-Proszę poczekać-kelnerk przyjęła kartkę-zawołam szefa-Poszła i otworzyła małe drzwiczki na zaplecze.Anastazja rozejrzała się.Jakie przyjemne miejsce na prace, a ona je straciła.-Tak?-zapytał jakiś gruby głos.To był szef.Wiadomo.Miał czarne włosy i brode.Uśmiechnął się dobrodusznie.-Czy to pani jest-zajrzał na kartkę-Tatiana Nowikowa?-Nie to moja siostra.-Dobrze zostaje przyjęta.Przeczytałem jej zgłoszenie.Niech przyjdzie jutro na 8.00.Do widzenia!-odwrócił się i wszedł do małych drzwiczek.Anastazja popatrzyła na kelnerkę i odwróciła się do wyjścia.

-Do widzenia-powiedziała i wyszła na dwór.Poczuła ogromny żal.Mogła pracować, tutaj w miejscu gdzie pełno jest miłych i dobrych ludzi.Ona, już nie Anastazja lecz jakby "Kominiuszek" będzie pracować w domu, własnym domu, gdzie powinno być pięknie, dobrze i każdy odnajdywał by tam szczęście, w jej przypadku ciągle ktoś będzie jej coś kazał zrobić.Z siostrą mało będzie się widywać, jeśli jeszcze siostra w ogóle ją kocha, a macocha i Bella stały się jeszcze gorsze i okropniejsze.Ten dzień wydał by się szczęściem w nieszczęściu, gyby nagle nie wyrosła przed "Kominiuszkiem" jakaś pani.Nie była zbyd bogato ubrana.Miała na sobie tylko futro przypudrowane śniegiem.Stała tak przed pizzerią.Wyglądała jak by na nią czekała.

-Może wyda ci się to dziwne, ale nie martw się-pierwsza odezwała się kobieta-Mam tu zgłoszenie do hotelu.Znasz go na pewno...-Kim pani jest?-przerwała jej Anastazja.-Zwykłą kobietą mieszkającą w tym bardzo pięknym na zimę misteczku.-Przepraszam, ale nigdy nie spotkałam takiej osoby, która myśli, że szukam pracy.-Bo ty jej szukasz-Anastazja słysząc słowa kobiety uważniej się jej przyjżała.Coś było w niej znajomego.-Zauważyłam twój smutek, a ponieważ mam zgłoszenie o pracę do hotelu myślałam, że tobię bardziej się to przyda.-Bardzo dziękuję, ale nie mogę tego przyjąć.-Dlaczego?-To nie jest ważne.-Radzę ci to wziąść-kobieta podała Anastazji kartkę.Anastazja popatrzyła na nią i na kobietę i przyjęła "podarunek".-Do widzenia-szybko się pożegnała i poszła nie oglądając się za siebie.To co, że miała kolejne zgłoszenie.Na pewno będzie tak jak teraz.A skoro nie bęzie teraz kogo wysłać macocha na pewno podrze go na kawałki.Jak bardzo by chciała żyć jak normalny człowiek.Ozdabiać dom świecidełkami, śmiać się z rodziną, pracować w hotelu.Ale dom się zbliżał.Dlaczego zawsze, gdy do niego wracała od pewnego czasu zaczęły przeszywać ją ciarki.Dlaczego?Dlaczego?...

Rozdział 4

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: drewno, kominek, radość, smutek
16. maja 2009 19:05:00

inneTatiana wreszcie musiała pomóc Anastazji.I tak nie dowiedziała by się co tak pocieszyło jej siostre.A może miała nadzieje na lepsze życie?Może po prostu usłyszała miłe słowa.Obiad w każdym razie według Belli nie był zbyd dobry.Mimo, że tak naprawdę bardzo jej smakował.Macocha nie przyczepiła się o nic dopiero pod koniec obiadu spojrzała na kominek.Widząc to Anastazja zaraz zaczęła mówić.Nie chciała przecież bez przerwy pracować.

-Wyczyściłam go dziś rano.Możesz mi ufać!-zawołała od razu.Przyrodnia matka chyba nie poczuła się zupełnie pewna.Wiedziała, że Anastazja nie okłamała by jej.Nie chciała jednak by jej "córka" próżnowała.Wstała z krzesła i podeszła do kominka.Owszem od zewnątrz prezentował się doskonale, ale dlaczego nie zadać biednej dziewczynie jeszcze więcej pracy.Bella uśmiechnęła się złośliwie.

"Proszę, niech od rana nic się w środku nie nazbierało"-myślała próbując nie zwracać uwagi na rozradowaną już Belle.Ale macocha odwróciła się niezadowolona i powiedziała zimno:

-Jest tu trochę zimno.Wrzuć tu trochę więcej drewna-Jak zwykle musiała coś wymyślić.Anastazja podeszła w milczeniu do kominka, wiedziała, że przecież i tak nikt nie będzie jej słuchał.Sięgnęła po drewniane wiadro, które stało pod oknem, spodziewając się, że zobaczy deski drewna.Jednak wiadro było puste.Popatrzyła na okno.Padało.Bardzo gęsto padało.

-No będziesz tu tak stała-szybko odezwała się macocha.Anastazja wiedziała, że jej przyrodniej matce wraca dobry humor-Idź i nazbieraj drewna na dworze.Albo idź w góry-Odwróciła się i poszła do innych pokoi.Bella tylko zaśmiała się sztywnie i podążyła za matką.

-Nie wiem na prawdę, Tatiano jak możesz marnować swój czas i życie z taką osobą jak...-Cicho bądź!-rozległ się poważny krzyk Tani-Idź się z niej nabijać przy swojej matce.Nie jestem taka jak ty.-Bella zniknęła.-Przepraszam za nią...-Jednak Anastazja i tak wyglądała na wesołą.Jej samopoczucie w ogóle się nie zmieniło.Znowu ubrała futro i wyszła.Nawet nie trzasnęła drzwiami, tylko lekko je przymknęła.Tania już nie mogła.Szybko ubrała byle co czyli futro bez czapki czy rękawic.Wyszła na dwór.Anastazja już zbierała drewno.

-Jak je znalazłaś?-zadziwiła się Tania.-Mówiłam.To mój szczęśliwy dzień.Drewno było nie daleko.-Przestań udawać, że nic się nie dzieje!-zawołała Tania-Nasza macocha wiedziała, że wyczyściłaś kominek, więc wcześniej specjalnie wyrzuciła drewno.To ja przyniosłam je pod dom, żeby ci pomóc!-Tania nabrała groźnego tonu.Anastazja zostawiła zbierane drewna i stanęła-Ale po co to zrobiłam, po co ci pomogłam!?Ty nawet nie chcesz mi nic powiedzieć!Zawsze się sobie zwierzałyśmy, najczęściej ja cię pocieszałam!Rozumiałam jak bardzo jesteś tym zmęczona!TY teraz nie zwracałaś uwagi na moje pocieszenia, tylko się uśmiechałaś jak Bella!-odwróciła się prędko, w ogóle się nie odwróciła.Otworzyła drzwi i zamknęła je.Nie wiedzieć czemu Anastazja nie poczuła się ani trochę winna.Kiedy się wszystko okaże siostrze przejdzie.Poza tym to chyba jedyny szczęśliwy dzień w jej życiu.Tani przejdzie jeszcze szybciej.Po co się nią martwić?Wróciła do domu i szybko, nie zdejmując płaszcza,  zapełniła wiadro drewnem.Wzięła kilka pieńków i wrzuciła do ognia.Dopiero teraz zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku.Poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku.Popatrzyła na zaśnieżone góry za oknem i rozłożyła zgłoszenie.Szybko wszystko wypełniła i postanowiła:

"Najpierw wszystko powiem macosze, ona się zgodzi.Nie powinna być taka bezwzględna.A potem pójdę do "Dominium" i pokażę zgłoszenie!"-W swej szczęśliwej wizji nie pomyślała o tym, że macocha na pewno się nie zgodzi, a jakby cudem się zgodziła wszystko spadło by na Tatianę i nie było by żadnego podziału pracy tak jak kiedyś.Była tak szczęśliwa.A wiadomo, że rzadko zdarzały się takie chwilę.Może nawet nigdy.Kiedy zaczęło się ściemniać zbiegła na do kuchni.Tam siedziała macocha, Bella i Tatiana.Żadna z tej trójcy nie wyglądała na zadowoloną.Tatiana to wiadomo, ale czemu reszta "rodziny".

-Mamy umrzeć z głodu!-zawołała zaraz Bella.-Bello nie tak tajemniczo, nie tym razem.Dlaczego nie zrobiłaś kolacji, Anastazjo?!-warknęła.Teraz dopiero dziewczyna zrozumiała o co chodzi.Podbiegła do półek.Zaczęła je przeglądać.

-Powinno być coś z wczoraj...-mówiła nie pewnie.-Powinno, ale nie ma!-krzyknęła przyrodnia matka-Masz natychmiast iść do sklepu.-Za chwilę, muszę mamie coś pokazać-powiedziała spokojnie Anastazja.Pobiegła do pokoju, porwała kartkę i zaraz była przy stole obok niezadowolonej "trójcy".Pokazała zgłoszenie.-Daj mi to!-kobieta wyrwała jej zgłoszenie z rąk.Szybko to przeczytała.-Jak mogłaś to uzupełnić bez mojej zgody.Nie pozwalam ci pracować w pizzerii.-To o tym mi nie mogłaś powiedzieć!?-odezwała się zirytowana Tatiana.-Nie martw się-Bella objęła ją.-Mówiłam ci, żebyś się z nią nie zadawała.

I nagle Anastazja zrozumiała, że wszystko to co planowała na nic.Nie będzie pracować w pizzerii.Przecież mogła to powiedzieć.Teraz straciła siostrę.Teraz dopiero potrzebowała jej pocieszeń.Na nic by i one się zdały, ale chociaż nie czuła by się tak smutna.Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo pomagała jej siostra.Nie słuchała już gniewnych słów macochy.Nie słuchała też podstępnych słów Belli.Nie słuchała słów biednej siostry.Teraz uświadomiła sobie jak bardzo ją zraniła.

 

Rozdział 3

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: ekspedientka, zadymka, zgłoszenie, zima
15. maja 2009 19:43:00

zima-Dzień dobry!-Anastazja nagle usłyszała grzeczne powitanie co rozwiało jej namyślania.-Dzień dobry, pani Nowikowa.

-Tak, dzień dobry...-odpowiedziała.-Jak się pani Anastazji podoba w Sudetach?Mieszka pani już tu długo, a nigdy nie mogłem zapytać.-Jest bardzo pięknie-odpowiedziała.-Karpaty według nas z tego maleńkiego miasteczka oraz z innych miast Śląska są gorsze.Nasze są starsze.-O tak, z pewnością.Przepraszam, ale się śpieszę, proszę pana.Muszę kupić coś na obiad i ...-Więc nie będę pani Anastazji przetrzymywał.Do widzenia!-Do widzenia...

Wtedy nagle zaczął padać śnieg i delikatnie przyczepiać do mocno rudych włosów Anastazji.Nie już nie była Anastazją.Nie była tą dziewczyną, która kiedyś gdy była bardzo mała opuściła wielką Rosję, kraj prawdziwej zimy.Nie była już tą dziewczyną, która kiedyś w zimie widziała zabawę, w wietrze coś wspaniałego co podnosiło jej czerwone, długie włosy.Teraz była Kominiuszkiem, "pokojówką" we własnym domu.Zima to czas kiedy ma najwięcej pracy, wiatr czasem ją niszczy.Wszystko co kochała odeszło, matka, o której nic nie wiedziała, a ojciec zmarł pięć lat temu.I tak mijał czas z roku na rok.Spojrzała w góry, jakby coś tam było.Co?...Jej rozmyślania znowu uległy rozwianiu, teraz jednak nie przez mieszkańca miasteczka, który był owszem miły, ale zachowywał się tak jakby chciał się do niej przyczepić.Przed nią stał już sklep z ładnymi drzwiami z szybą pośrodku.Otworzyła je i zadzwonił dzwonek.

-O! Pani Nowikowa!Dzień dobry.-tym razem była to ekspedientka.-Nie, Nowikowa, tylko Anastazja, albo Ania.-No dobrze to czego potrzebujesz?-zapytała rozochocona pani za lady, próbując się uśmiechnąć, ale widząc ponurą mine Anastazji odrazu wiedziała, że wszystko spełzło na nic.To nie była jej dawna Ania, wesoła i szczęśliwa.Ale od czasu kiedy Anastazja przestała mieć czternaście lat wszystko się zmieniło.Z roku na rok stawała się coraz bardziej zmęczona i ponura.Jakby dobre maniery były tylko zasłonką tej dziewczyny.

-W czymś pomóc?-zapytała wreszcie.Anastazja już miała krzyknąć:Nie, dziękuję! lecz odpowiedziała z lekkim uśmiechem, który i tak szybko spełz z twarzy:-Nie, proszę pani.Dziękuję.SZybko wybrała potrzebne produkty, zapłaciła i włożyła do siatki.

-A mam tu coś-ekspedientka podjęła się kolejnej próbie.-Moam tutaj taką kartkę zgłoszeniową.Trzeba ją wypełnić.Jakbyś szukała pracy możesz ją wziąść.-A jako kto?-zapytała lekko zaciekawiona Anastazja.Wreszcie była by wolna od tej okropnej pracy w domu.Na dodatek pracowała by mniej, a coś zarabiała.-Domiejscowej pizzerii, "Dominium".-Wezmę to-powiedziała teraz ze szczerym uśmiechem-Nie wie nawet pani ile to dla mnie znaczy!Dziękuję!-Anastazja porwała w ręcę papier i schowała do kieszeni.Zakupy powładowała do siatek i wyszła:

-Hmm...Do widzenia!-uśmiech nadal trwał na jej ustach.Nie wiadomo jednak co myślała sobie pani ekspedientka.Była w każdym razie szczęśliwa, jednak i to musiało kiedyś spełznąć jak kiedyś uśmiech Anastazji, ponieważ przyszedł bardzo nie lubiany klient.

-Dzieńńń...doobryyy...-powiedziała.Był to jak myślicie ten sam pan, który "prześladował już dzisaj Anastazję.Ona jednak była już w śnieżnej zadymce by wyjść z niej z triumfalnym uśmiechem na ustach.

-O co chodzi?-zapytała zaskoczona Tatiana.-Mam dzisiaj po prostu o wiele lepszy dzień od innych-odparła Anastazja i zaczęła zdejmować płaszcz.-W ogóle nie założyłaś kaptura.Masz włosy w śniegu!-zawołała Tatiana.-Ogrzeje się przy kominku i podczas przygotowywania obiadu-Anastazja postanowiła znowu pozbyć się Tani, ale mówienie wszystkiego z ciąłym uśmieszkiem, który nie zdażał się często, zdradziło ją.-O co chodzi!?POwiedz mi!-krzyknęła Tania.-Możesz pomóc mi w obiedzie?-zagadnęła Anastazja-Zaras one tu przyjdą na 13.00, a ja jeszcze nic nie ugotowałam.To co?

Rozdział 2

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: kuchnia, naleśniki, śniadanie
14. maja 2009 14:27:00

Na dolne w pięknym domu na przedmieściach zaczęto opłakiwać dawną matkę.Dwie jej córki, starsza Tatiana, a druga Anastazja nie miały już nikogo ktoby z nimi szczerze porozmawiał.Macocha wraz ze swoją córką Bellą mogły wreszcie wykorzystać chwile kiedy broniła ich matka.Ale dwie siostry wspólnie znosiły to.Większą tragedią zaś była śmierć ojca.Umarł po dwóch miesiącach.Życie dwóch biednych sierotek zawisło na włosku.Nie nadeszła nadzieja na lepsze jutro.Za to z dnia na dzień było coraz gorzej.Macocha rozpieszczała swą Belle, a kiedy ta coś stłukła na kruszyła lub coś innego wzywała albo Tatianę albo Anastazję.Nawet przestała mówić pieszczotliwie np.Taniu, albo Aniu.Kiedy dziewczyny miały już dziewiętnaście lat życie wyglądało zupełnie inaczej.Anastazja musiała codziennie wstawać rano i gotować, potem zmywać, coś kupić.Jej życie to była ciągła praca.Nawet musiała wciąż nosić zakurzone i zaczernione od czyszczenia kominka w domu.Widząc ją Bella zawołała:

-Co za Kominiuch!

-Nie, nie!-wtrąciła się macocha-Niech będzie Kominiuszek.No i tak zostało.Anastazji nie dawało to spokoju przez cały czas.Wciąż wracała do dawnych wspomień.Pamiętała trochę tate, a mama?Jednak jej rozmyślania przerwał promyk słońca.Obudziła się.Jest już 8.00.

"No nie!-pomyślała-One mnie zabiją"Szybko odkryła koudre.Znalazła w swojej starej, małej szafie jedyne ubranie nie zabrudzone od czarnego popiołu i ubrała się w nią.Wybiegła ze swojego pokoju do łazienki.Prędko się umyła i zbiegła do kuchni.Na szczęście mijała pokój swej przybranej matki, więc wiedziała, że nie ma się czego bać.Nie przyłapią jej.Szybko wystawiła talerze.Ugotowała naleśniki, a potem rozstawiła je na talerzach.Zaparzyła herbaty i wlała do czterech kubków.Zajrzała jeszcze na kominek.

-No, nie...-powiedziała sama do siebie.

-Chcesz to ci pomogę-usłyszała.

-Ja, naprawdę przepraszam-odwróciła się-Tania, to ty?-Tak, przy mnie nie musisz się tak bać.-Myślałam, że to macocha-wyznała Anastazja-A ja myślałam, że Balla wreszcie wzięła się do roboty!Obie wybuchnęły śmiechem.Tak naprawdę Tania nie na wiele się przydała.Nigdy nie czyściła kominka.Poza tym była bardzo wyczerpana po wczorajszym czyszczeniu łazienki.Tatiana pracowała do 23.30.Mimo to Anastazja miała do wykonania więcej prac niż Tania.Wreszcie też przyszła Bella i macocha.

-Według mnie-powiedziała ironicznie Bella-łazienka nadal jeszcze nie lśni.

-Ale, przecież...-To już nie ważne-przerwała jej macocha-Czuję zapach naleśników.Mam nadzieje, że tym razem będą smakować chodź odrobinę lepiej-W karzdym razie starałam się-powiedziała cicho Anastazja-A ja myślę-Bella uśmiechnęła się złośliwie, że herbata nie będzie smakować jak ... woda toaletowa!-ryknęła."A ja mam nadzieję, że...-myślała Anastazja.Śniadanie tym razem smakowało rozkapryszonym "damą", lecz nie dawały tego poznać po sobie.Ciągle zrzędziły kiedy tylko przełknęły jeden kęs naleśnika albo gdy łyknęły chodź jednego hausta herbaty.Tak doszło do 10.00

-Myślę, że obiad będzie lepszy-rzuciła znów ze złoślwym uśmieszkiem jak zawsze Bella.

-Ja mam jej już po prostu dosyć!-zawołała Anastazja.Odwróciła się w ogóle nie zwracając uwagi na pocieszenia Tani.Otworzyła szafkę, ale nic w niej nie było.-Pójdę na zakupy-oświadczyła-zaraz wrócę.Ubrała futro i wyszła na dwór.Zawiał ją zimny wiatr.Spojrzała w dal, na białą drogę, zaśnieżoną, białą drogę.

Rozdział I

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: chatka, góry, śnieg
13. maja 2009 16:16:00

Pani Halika właśnie wdepnęła w górę śniegu.Zatrzęsła się z zimna, ale nadal mogła iść.Strzepnęła z futra parenaście płatków śniegu i wyszła.Nie zamknęła nawet drzwi tylko poszła przez śniegi.Zaczęła wspinać się pod górę, wspinaczka nie była niebezpieczna.Ciągle widziała tylko biały, biały śnieg.

-Oh...Moje córki!-i wybuchnęła płaczem.Spojrzała w daleki dół.Tam w dole stał dom, jej i męża, w którym żyła szczęśliwie.Był bardzo nowoczesny, jednak nie przez to tak ten dom kochała.Tam wychowywała córki.A może wychowała, trwało to tylko jeden mały rok.Jednak dużo dla niej znaczący.Nie uciekała by z niego dla tego.Nigdy.Nigdy nie opuściła by męża, córek.

-Nigdy...-potrząsnęła głową i parę kropel łez spadło zwilżając śnieg.Ale jej miejsce zajął ktoś inny.To życie z mężczyzną którego tak kochała skończyło się.Tak jak uczucie miłości do niego, też.Ta kobieta nie chciała by, abym pisał jak to było.Więc w domu zamieszkała obca kobieta, nie była miła dla niej, ani córek.Ponad nie wywyższała swoją jedyną córkę.Uważała ją  za tak o wiele piękniejszą od innych dziewczynek,że z włoska nazywała ją Bella( po włosku: piękna).Mimo, że bez przerwy krytykowała panią Halinkę oraz jej córki mąż w ogóle nie reagował.Pani, ta która teraz patryła na swój dom, nie mogła już tak więcej więc poszła w góry.Nie musiała iść zbyd wysoko.Inaczej chyba by tam została, a może nie.Przed nią stał szerego choinek przypudrowanych białym futrem śniegu.A na samym środku tego "kręgu" stała malutka, górska chatka z drewna.Pani Halina( szczerze mówią Halinka to trochę głupio)wyjęła mały kluczyk i przekręciła go w drzwiach.Środek domku nie okazał się taki jak na zewnątrz.Był tu malutki kominek, stolik i kuchnia.W jednym pokoju było łóżko.Jedynie czego brakowało do nowoczesności to telewizor.W karzdym razie, gdyby jej się nudziło sięgnęła by po jedną z książek, które widniały na regale.Jedną z nich była "Wojna i pokój" w orginale po rosyjsku.Halina zdjęła płaszcz i wyrzuciła go na stół.Następnie upadła na łóżko wylewając swoje łzy na pościel.

-Moje córki, moje biedne córki...-łkała ze smutkiem wspominając swe dawne życie.

bratek-damulka | ajvi | misiaczekmyszka | nauka-dla-malych-i-duzych | nekoi-yuzuriha | Mailing