Rozdział 4

Autor: asklepios | Kategorie:
Tagi: drewno, kominek, radość, smutek
16. maja 2009 19:05:00

inneTatiana wreszcie musiała pomóc Anastazji.I tak nie dowiedziała by się co tak pocieszyło jej siostre.A może miała nadzieje na lepsze życie?Może po prostu usłyszała miłe słowa.Obiad w każdym razie według Belli nie był zbyd dobry.Mimo, że tak naprawdę bardzo jej smakował.Macocha nie przyczepiła się o nic dopiero pod koniec obiadu spojrzała na kominek.Widząc to Anastazja zaraz zaczęła mówić.Nie chciała przecież bez przerwy pracować.

-Wyczyściłam go dziś rano.Możesz mi ufać!-zawołała od razu.Przyrodnia matka chyba nie poczuła się zupełnie pewna.Wiedziała, że Anastazja nie okłamała by jej.Nie chciała jednak by jej "córka" próżnowała.Wstała z krzesła i podeszła do kominka.Owszem od zewnątrz prezentował się doskonale, ale dlaczego nie zadać biednej dziewczynie jeszcze więcej pracy.Bella uśmiechnęła się złośliwie.

"Proszę, niech od rana nic się w środku nie nazbierało"-myślała próbując nie zwracać uwagi na rozradowaną już Belle.Ale macocha odwróciła się niezadowolona i powiedziała zimno:

-Jest tu trochę zimno.Wrzuć tu trochę więcej drewna-Jak zwykle musiała coś wymyślić.Anastazja podeszła w milczeniu do kominka, wiedziała, że przecież i tak nikt nie będzie jej słuchał.Sięgnęła po drewniane wiadro, które stało pod oknem, spodziewając się, że zobaczy deski drewna.Jednak wiadro było puste.Popatrzyła na okno.Padało.Bardzo gęsto padało.

-No będziesz tu tak stała-szybko odezwała się macocha.Anastazja wiedziała, że jej przyrodniej matce wraca dobry humor-Idź i nazbieraj drewna na dworze.Albo idź w góry-Odwróciła się i poszła do innych pokoi.Bella tylko zaśmiała się sztywnie i podążyła za matką.

-Nie wiem na prawdę, Tatiano jak możesz marnować swój czas i życie z taką osobą jak...-Cicho bądź!-rozległ się poważny krzyk Tani-Idź się z niej nabijać przy swojej matce.Nie jestem taka jak ty.-Bella zniknęła.-Przepraszam za nią...-Jednak Anastazja i tak wyglądała na wesołą.Jej samopoczucie w ogóle się nie zmieniło.Znowu ubrała futro i wyszła.Nawet nie trzasnęła drzwiami, tylko lekko je przymknęła.Tania już nie mogła.Szybko ubrała byle co czyli futro bez czapki czy rękawic.Wyszła na dwór.Anastazja już zbierała drewno.

-Jak je znalazłaś?-zadziwiła się Tania.-Mówiłam.To mój szczęśliwy dzień.Drewno było nie daleko.-Przestań udawać, że nic się nie dzieje!-zawołała Tania-Nasza macocha wiedziała, że wyczyściłaś kominek, więc wcześniej specjalnie wyrzuciła drewno.To ja przyniosłam je pod dom, żeby ci pomóc!-Tania nabrała groźnego tonu.Anastazja zostawiła zbierane drewna i stanęła-Ale po co to zrobiłam, po co ci pomogłam!?Ty nawet nie chcesz mi nic powiedzieć!Zawsze się sobie zwierzałyśmy, najczęściej ja cię pocieszałam!Rozumiałam jak bardzo jesteś tym zmęczona!TY teraz nie zwracałaś uwagi na moje pocieszenia, tylko się uśmiechałaś jak Bella!-odwróciła się prędko, w ogóle się nie odwróciła.Otworzyła drzwi i zamknęła je.Nie wiedzieć czemu Anastazja nie poczuła się ani trochę winna.Kiedy się wszystko okaże siostrze przejdzie.Poza tym to chyba jedyny szczęśliwy dzień w jej życiu.Tani przejdzie jeszcze szybciej.Po co się nią martwić?Wróciła do domu i szybko, nie zdejmując płaszcza,  zapełniła wiadro drewnem.Wzięła kilka pieńków i wrzuciła do ognia.Dopiero teraz zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku.Poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku.Popatrzyła na zaśnieżone góry za oknem i rozłożyła zgłoszenie.Szybko wszystko wypełniła i postanowiła:

"Najpierw wszystko powiem macosze, ona się zgodzi.Nie powinna być taka bezwzględna.A potem pójdę do "Dominium" i pokażę zgłoszenie!"-W swej szczęśliwej wizji nie pomyślała o tym, że macocha na pewno się nie zgodzi, a jakby cudem się zgodziła wszystko spadło by na Tatianę i nie było by żadnego podziału pracy tak jak kiedyś.Była tak szczęśliwa.A wiadomo, że rzadko zdarzały się takie chwilę.Może nawet nigdy.Kiedy zaczęło się ściemniać zbiegła na do kuchni.Tam siedziała macocha, Bella i Tatiana.Żadna z tej trójcy nie wyglądała na zadowoloną.Tatiana to wiadomo, ale czemu reszta "rodziny".

-Mamy umrzeć z głodu!-zawołała zaraz Bella.-Bello nie tak tajemniczo, nie tym razem.Dlaczego nie zrobiłaś kolacji, Anastazjo?!-warknęła.Teraz dopiero dziewczyna zrozumiała o co chodzi.Podbiegła do półek.Zaczęła je przeglądać.

-Powinno być coś z wczoraj...-mówiła nie pewnie.-Powinno, ale nie ma!-krzyknęła przyrodnia matka-Masz natychmiast iść do sklepu.-Za chwilę, muszę mamie coś pokazać-powiedziała spokojnie Anastazja.Pobiegła do pokoju, porwała kartkę i zaraz była przy stole obok niezadowolonej "trójcy".Pokazała zgłoszenie.-Daj mi to!-kobieta wyrwała jej zgłoszenie z rąk.Szybko to przeczytała.-Jak mogłaś to uzupełnić bez mojej zgody.Nie pozwalam ci pracować w pizzerii.-To o tym mi nie mogłaś powiedzieć!?-odezwała się zirytowana Tatiana.-Nie martw się-Bella objęła ją.-Mówiłam ci, żebyś się z nią nie zadawała.

I nagle Anastazja zrozumiała, że wszystko to co planowała na nic.Nie będzie pracować w pizzerii.Przecież mogła to powiedzieć.Teraz straciła siostrę.Teraz dopiero potrzebowała jej pocieszeń.Na nic by i one się zdały, ale chociaż nie czuła by się tak smutna.Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo pomagała jej siostra.Nie słuchała już gniewnych słów macochy.Nie słuchała też podstępnych słów Belli.Nie słuchała słów biednej siostry.Teraz uświadomiła sobie jak bardzo ją zraniła.